5-21-2015 31 3

Internet huczy aż od historii, o małej dziewczynce i jej kucyku. Białym i czystym, niczym serce dziecka przystępujące do komunii.  Historia przedstawiana przez media brzmi tak – rodzice kupili dziecku od handlarza kucyka na komunię, kucyk się znudził i trafił do kolejnego handlarza. A fundacja cudownie uratowała mu życie. Słyszeliście o tej historii?13975

 

Mnie na samo wspomnienie fundacji ratujących zwierzęta robi się niedobrze.

W tej historii warto jednak przyjrzeć się rodzicom. Co musi siedzieć w głowie rodzica, który kupuje dziecku konia. Zakładam, że odpowiedzialność, że świadomość, że to poważna decyzja.
Czy się zdarza, że kupuje się konia i zostaje się oszukanym? Ależ oczywiście!
Zakup konia pod tym względem bardzo przypomina zakup samochodu. Zatajanie kontuzji, problemów psychicznych, chorób przewlekłych dyskwalifikujących użytkowość. Z tą jednak różnicą, że koń jest żywy a co za tym idzie jest sam sobie panem, może być nieprzewidywalny i stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia.

Czapla-8
Powiecie zapewne – że takie rzeczy można sprawdzić. Taaaaa. Tak to wygląda z perspektywy laika. Do silnika można zalać Moto Doktora i udawać, że jest szczelny. Konia można naszprycować pastą uspokajającą chociażby, podać leki sterydowe po którym krótkotrwale wzrośnie mu forma i kondycja. Można pojechać kupić konia z weterynarzem, ale mikrochipów nie zobaczy. Tak samo jeśli koń ma inne zdrowotne problemy  – jest to nie do wychwycenia, podczas badania stacjonarnego.  Można owszem zbadać konia kompleksowo, np w klinice w Warszawie. Ale o ile opłaca się to przy koniu za sześciocyfrowe kwoty, to zwyczajnie kupując konia rekreacyjnego, nikt tego nie robi, bo nikogo na to nie stać.  Plus temat transportu i tego, że nikt nie da potencjalnemu kupującemu konia, narażając go na stres, transport by sobie ktoś zbadał i zdecydował.
Tak to wygląda w realu. Choć nagłówki sprzedają nam to, jako ckliwą historię.

10710541_734091446639543_920305889203619425_n

Spójrzmy na to bez tych prasowych nakładek. Może rodzice kupili dziecku konia, jako zdrowego i bezpiecznego a okazało się zupełnie inaczej? Zostali oszukani i chcieli konia zwrócić? Bo stanowił on realne zagrożenie dla zdrowia i życia dziecka? Może wciśnięto im konia na ogłupiaczach? Może kopie i gryzie?

13976

To nie auto, że odstawiamy na parking, jeść nie prosi. To żywe zwierzę, które trzeba karmić, które kosztuje codziennie. Jeśli jest niebezpieczne przy wyprowadzaniu, obsłudze czasami lepiej się rozstać niż zamknąć w ciasnym chlewie, nie puszczając, nie sprzątając.

10665705_734091626639525_2910310455095299036_n

Pikanterii całej historii dodaje manipulacja słowem „handlarz”. Koń to nie auto, nie kupi się go w salonie. Czy zatem każdy hodowca rozmnażający konie i sprzedający je, jest handlarzem? Tak łatwo dajemy się zmanipulować przez słowa mające negatywny wydźwięk.

Na koniec historii ratuje go fundacja. Za pieniądze internautów wykupuje go od „handlarza”, by nie trafił do rzeźni. Rzeźnia to również słowo wytrych, otwierające słowa i portfele. Dzięki niemu na rynku handlu końmi odbywa się swoista lichwa. Ludzie sypią więcej grosza niż koń jest wart nawet w rzeźni i nakręcają tym samym spiralę takich apeli i kabzę sprzedawcom koni.
A fundacja ratuje je za cudze pieniądze, nakręcając chory rynek koni rzeźnych.

13975

Po co to wszystko Wam piszę? Po to by umieć spojrzeć na prasowe doniesienia trochę inaczej. Prawdy nikt z nas się nie dowie, są czasami inne przesłanki, mało medialne, które się pomija bo kiepsko wyglądają na pierwszej stronie. Tabloidy zrobiły z dziewczynki bestię – zrobiły lincz na ośmiolatce za głupotę otoczenia.

A co wy myślicie na ten temat?

P.S.1.  nie znam ani kuca, ani dziewczynki ani jej rodziców;] Piszę gwoli wyjaśnienia zanim otrzymam komentarze, że jestem taka sama „gupia i nie kocham konisiuff”
P.S. 2. mimo, iż konie są moją wielką miłością nie wspieram działania żadnej końskiej fundacji, schronisk, działań i mam bardzo złą opinię na ich temat a akcja Vivy i lincz na mnie tylko utwierdziły mnie, że postępuje słusznie.

podobne wpisy