3-6-2018 31 3

Wyobraź sobie, że budzisz się rano w nowej rzeczywistości.

Rzeczywistości, w której nie możesz stanowić o sobie. Otwierasz oczy, wstajesz z łóżka. Ustawa wyraźnie określa procedurę wstawania. Którą nogą. Określa również zestaw ćwiczeń jakie musisz zrobić po wstaniu. Chce Ci się sikać tak, że aż szczypie w oczy ale dzielnie robisz 30 przysiadów i odmawiasz poranną afirmację, ku chwale najpopularniejszego kota Rzeczpospolitej. Afirmację, która co rano przychodzi na twój prywatny numer telefonu. Biegniesz do łazienki, do dyspozycji masz „jedyne słuszne mydło”, dostajesz od niego wysypki i jego zapach przyprawia Cię o mdłości. Boisz się kupić inne na czarnym rynku, masz wrażenie, że Państwo podgląda Cię z odpływu kanalizacyjnego.

Śniadanie według ściśle ustalonego jadłospisu, mimo, że od jajek masz wzdęcie a kawa zbożowa odbija się cały dzień. Wkładasz strój, choć można by rzec uniform wedle wytycznych Państwowych, nawet nie chce się przeglądać ci w lustrze, bo wiesz, ze gorzej wyglądać się już nie da. W przedpokoju wkładając buty dostrzegasz na dywanie włos. Psi. Wspomnienie tego czasu, kiedy Państwo nie stworzyło kanonu 3 dostępnych ras psów a resztę nakazało uśpić. Wychodzisz sam z domu, doskonale pamiętając czasy, kiedy dom wypełniał gwar dziecięcego głosu a poranek oznaczał wyprawienie młodego człowieka do szkoły. Dziś przy dobrych wiatrach możesz go zobaczyć raz na miesiąc, pod warunkiem dobrego sprawowania obu stron. Nad wychowaniem i kształceniem czuwa całkowicie Państwo, ciebie jako rodzica sprowadzając jedynie do płatnika tej edukacji.
Nawet nie spływa ci po policzku łza, bo to byłoby zbyt ckliwe i świadczyło by o tym, że jesteś smutny.  A ty nie jesteś smutny, jesteś wkurwiony.
Wychodzisz z domu, zamykasz drzwi i krzyczysz. Krzyczysz, bo tylko tyle ci pozostało. Krzyczeć ile sił w płucach. Nie dlatego, że jest ci przykro. Dlatego, że czujesz, że jesteś bohaterem Orwellowskiego 1984 roku i równocześnie Martą z „Opowieści Podręcznej”.

woman-3170568_960_720

Tak czuję się dziś. Wyjdę na swój taras i będę krzyczeć, aż mi zabraknie tchu. Bo mam dość życia w lewackim państwie terapeutycznym, gdzie banda debili zaczyna nam dyktować jak mamy żyć a rzeczywistość kreuje telewizja śniadaniowa.
Dziś jednym przyciskiem zaprzepaszczono dorobek kynologii łowieckiej i złamano moje konstytucyjne prawo jako rodzica do wychowywania dziecka zgodnie z moimi przekonaniami. Jutro powiedzą mi w co mam wierzyć i jakim papierem podcierać tyłek. A pojutrze nie będzie wolno już nic.

I jak mówił gwiazdor polityki lokalnej z Podlasia „nie będzie niczego”.