Lubię rozrywki za darmo. Takie nie wymagające nakładów finansowych. Za to wyzwalające w nas potencjał i kreatywność. I dające szansę na nowo być dzieckiem
Czemu rozrywki sentymentalne? Zbieraliśmy kasztany z Lwem tam, gdzie całe dzieciństwo ja zbierałam. Pod blokiem w którym mieszkałam 17 lat. Kasztany z drzewa, które kiedyś wydawało mi się gigantyczne, z drzewa którego kiedyś nie dotyczył problem szrotówka kasztanowcowiaczka.
Pamiętam te jesienne poranki, gdy wychodząc przed szkołą na spacer z psem ładowałam śliskie od mgły kasztany w amerykańskie spodnie od dresów z trudem zdobyte – wszak lata 80′ nie były latami galerii i sieciówek.
Najbardziej lubiłam zbierać kasztany w łupinkach. Kładłam je na półce i codziennie obserwowałam jak pęka kasztanowa skorupka.
Zabranie na kasztanowe łowy tam Lwa było powrotem do tych wspomnień. Dziś już droga koło bloku biegnie inaczej, ale dalej jest ta sama ławka i te same wyścigi ze starszymi paniami po kasztanowe łupy.
Kiedyś ludziki robiłam za pomocą kolca, zwykle kończyło się to interwencją mamy czy taty, naklejaniem plastrów.
Zaliczyłam powrót do dzieciństwa, uzbrojona w chińskiego toola. I gorącą herbatę w imbryku z Piotrusiem Królikiem.
Całkowicie za darmo, pod pretekstem tego, że warto by z dzieckiem ludki zrobić.
Domki w salonie pochodzą prosto od My Label. Pamiętacie tę notkę? Tam były pompony i pościel z tego samego sklepu!



















