To jak wygląda nasz dom jest wypadkową naszych marzeń, które rodziły się w nas dużo wcześniej. Moje bywały czasami kuriozalne – takie były dwa – huśtawka w salonie, na jego środku i trawa pod nogami. Taka prawdziwa, miękka i wilgotna. O ile pierwsze marzenie wymagało po prostu solidnego mocowania o tyle drugie odpadło w przedbiegach, robale, wilgoć. Fajne, nierealne.
Montaż haków był na etapie bardzo wczesnym podczas budowy. Miały być mocne, więc zostały przymocowane przez belki stropowe. Na pytanie gdzie mają majstrowie je zamontować, tłumaczyłam przez telefon że na środku salonu, i że ma być widok przez tarasowe okno na galopujące konie. Śmiali się, ale zamontowali.
Gdy już je miałam wielu znajomych nie wierzyło, że to było na miejsce na huśtawkę dla mnie, nie dla dziecka. Na etapie haków młodego nie było na świecie;] A jeśli wierzą to zdarzają się żarty i żarciki, po co dorosłym haki w suficie;]
Potem rozpoczęło się poszukiwanie wymarzonego siedziska. Był woras z Ikea, był fotel hamak z hipermarketu. Nic nie nadawało się do dłuższego przesiadywania, bo zwyczajnie wrzynało się, wpijało, było ciasno.
Fotel hamak który mam teraz jest idealny, gigantyczny i obszerny. Przyznam się, że czasami jest wyścig, kto w nim czyta. Bo czyta się w nim bajecznie. Jest na tyle obszerny, że zdarzyło mi się podczas poobiedniej drzemki dziedzica samej w nim zasnąć.
Lew kilka razy dziennie koczuje pod nim z książkami pod pachą i woła „husiać”. Wtedy pomagam mu wskoczyć, donoszę nowe książki i rozkoszuję się ciszą i spokojem. Choć w moim przypadku, zamiast usiąść na kanapie i poczytać zwykle idę coś działać.
Hamak pochodzi ze sklepu Bravilla, gdzie również inne rzeczy w klimatach brazylijskich i pyszna kawa.










