Jest taki ktoś, komu bardzo ufam jeśli chodzi o jego gust, smak i wyczucie.
Ktoś kto rysuje nam nasze marzenia.
Wczoraj wspólne spotkanie, burza mózgów a może nawet pranie. Całość zaczyna się naprawdę ciekawie rysować.
Poza tym jakaś niemoc. W sumie lepiej niż jesienna depresja, coroczna. Taki stan kiedy powietrze już ze mnie zeszło ale muchy w nosie nadal mam. Nic mi się nie chce a przy tym jestem zła ze tak jest. Jestem też zła ze nie mam pomysłu co mogło by mi się chcieć.
Jeden dzień mnie otrzeźwił, na kilka godzin. Wystarczyło że spadł śnieg, przykrył błoto i jakoś mi się świątecznie w środku zrobiło.
A z tym też nie jest lekko, bo z jednej strony świątecznie się czuję, z drugiej nie do końca rozumiem czemu mam oglądać już bomboniery z Mikołajami… Chociaż może tak naprawdę chciałabym poczuć po prostu taki zimowy czas wyczekiwania, czas przygotowań. Nie tylko do świąt.
Na koniec uśmiecham się ponuro, niczym mój Garlic Guy, ufilcowany w ramach walki z nastrojem…





