Zgłosiłam bloga na konkurs Bloga Roku. Choć w sumie trochę z przekory.
Czy nagrody są fajne?
Hmmm w kategorii w jakiej jest mój blog to voucher na biżuterię za 1000 zł i drugi za 2000 na wycieczkę.
Zdziwiliście się, że tak cienko? Bo ja tak.
Podejrzewam, ze koszt smsów, które musielibyście wygenerować, by mnie wysłać na wycieczkę umożliwiłby mi dwa tygodnie na Mauritiusie. Z całą rodziną.
Zastanawiacie się zatem czemu proszę Was o zagłosowanie?
Zwyczajnie i banalnie. W tej rozgrywce gra się nie toczy o kolię czy tydzień na Kos.
Chodzi o splendor i tak zwany fejm.
Czy chcę by na mnie spłynął? No jasne, inaczej bym nie podnosiła rękawicy i nie stawała w szranki z innymi blogerami.
Czy Wam się opłaca by ów mityczny splendor na mnie spłynął?
Myślę, że tak.
Dlaczego?
Bo im bardziej będę sławna i popularna tym na blogu będzie ciekawiej. Może ktoś urzeczony moją osobą podaruje mi dwukołową taczkę, króliki czy zaprosi na jazdę zielonym Dżondirem?!
Sława i popularność to też pieniądze. Zwyczajnie.
Płynące wartkim strumieniem od tych którzy będą chcieli się ze mną pokazać.
Czy ja bym zainwestowała swoje pieniądze by dać komuś szansę na to by był bogaty i sławny?
Zastanowiłabym się.
Gdy sprawdziłam ile kosztuje konkursowy sms, zastanawiałam się, co można dziś kupić za 1,23 zł.
Przyszedł mi do głowy koncentrat pomidorowy, kilogram ziemniaków.
Więc jeśli masz wyżej wymienione w domu, zastanów się poważnie.
Może skusi Cię wizja jak jadę w markowej kiecce na wypasionym traktorze, doję krowę w chustce od Hermesa.
Mnie kusi, więc walczę. I sama na siebie wysyłam sms.







