Siedzę wczoraj w domu, w sumie za wiele nie zadziałałam. Pokroiłam dwie suszarki grzybów, powidła śliwkowe w słoiki popakowałam. Nuda taka, pogoda nie nastarajała do innych aktywności.
Ostatnio w ramach nudy oglądam stare odcinki „Kuchennych rewolucji”. Karola nie było, popijając herbatkę oglądałam stary odcinek.
No i się zaczęło, pokazali przepis na kurczaka. Wcisnęłam pauzę, poszłam po kartkę i pisadło by nie umknęła idea. W międzyczasie wrócił Karol a ja z wypiekami na twarzy i nieziemskim obłędem w oczach zaczęłam mu snuć wizje o kurczaku i o pomyśle na to jak go zrobić. Jemu oczy też się zaświeciły, a mi lampka w głowie.
Że jedzenie o gotowanie jest po prostu naszą pasją. Bo to że lubimy dobrze zjeść wiemy od dawna.
Dziś kolejny raz poczułam się „chora”, poranna krzątanina, chciało mi się upiec chleb ale zakwas nie dokarmiony więc upiekłam bułki korzystając z przepisu Liski. Przełamałam się w końcu i rozdziewiczyłam moją piękną dzieżę, co tak naprawdę jest kopańka.
Ale mało mi roboty było. Powstała więc zupa krem z maślaków, kompot z jabłek.
Nogi wlazły mi już w tyłek ale obsesyjnie chodzi za mną jakiś plan drugiego dania…
Jak ktoś wie jak to się leczy proszę dać znać.
Bułeczki ze słonecznikiem
sztuk 12 bo 6 nie ma sensu piec
2 szklanki mąki pszennej
2 szklanki mąki pszennej razowej
1,5 szklanki wody
2 łyżeczki suszonych instant)
2 łyżeczki soli
4 łyżki oliwy lub oleju
6 łyżek pestek słonecznika
