Jesień to taki dziwny czas, kiedy w moim domu co roku pachnie tak samo. Sezonowo, jesiennie. Pachnie zawsze dobrą kawą, kakao i drożdżowymi wypiekami.
Poprzeczkę dla kawy i kakao mam zawieszoną wysoko. Pijamy sporo i kawy i kakao, a teraz kakao pije też Lew. Uwielbiam, gdy rano przebiera nogami i mówi „Mama kakajo cem”.
Więc jeśli produkt prócz tego, że po prostu jest smaczny, jest również organiczny i wolny GMO jestem zdecydowanie na TAK.
Kawę, jeśli mam do wyboru ziarnistą i mieloną zawsze wybieram ziarnistą. Lubię ten rytuał mielenia w młynku, pamiętającym jeszcze jak byliśmy mali a nasi rodzice mielili kawę.
Kawa Native Organico ma łagodny smak, z nutą czekolady i migdałów. Latem bardzo się spisywała warzona jako cold brew coffee.
Jedynie ekspres mógłby być lepszy, wcześniej całe życie z kafetier korzystaliśmy a potem wielkie zdziwienie, ze na indukcji nie działają.
Dobra kawa poranna to dla mnie kawa z miodem – własnym albo cukrem trzcinowym. Karol pija zaś w wersji bez cukru. Zawsze w ładnym kubku. Tym razem w kubkach ręcznie malowanych przez mniszki z monastyru na Białorusi, kupionych na jakiejś lokalnej imprezie.
A co do kawy i kakao na śniadanie jesienią? Czasami chałka, domowa, zaplatana w warkocz. Do niej wiejskie masło, dżemy własnoręcznie robione, miód od naszych pszczół. Może mało dietetycznie, ale czasami w ponure dni trzeba pofolgować nieco.
To właśnie zapach mojego jesiennego domu.
Jakby ktoś miał chęć na podobny zapach w domu to produkty Native Organico – kawa, cukier i kakao, pochodzą ze sklepu Bravilla – tego samego od cudnego hamaka z tej notki.
A sekret pysznej chałki poniżej















