Luksus, splendor i bogactwo. Dziś każdy za tym goni, pożąda. Każdy inaczej rozumie bogactwo, w większości jednak patrzymy na tych „bogatych” z cichym uwielbieniem w oczach. Czym dla mnie jest luksus? Czym jest luksus w dzisiejszych czasach?
Gdyby ktoś mnie zapytał, jaki mebel należy do najbardziej wartościowych w moim domu – bez zastanowienia odpowiem, że stół. Stół nie jest ani mahoniowy, ani superekstra dizajnerski od projektanta ze światowej czołówki. Ma cztery nogi, przy nim są krzesła. Bardzo go lubię, ale na moją sympatię nie rzutuje zupełnie to, że obiektywnie nawet ładny ten stół mam. Stół dla mnie jest czymś więcej.
Kiedyś, w przeszłości stół pełnił rolę domowego ołtarza, wisiały nad nim święte obrazy i był związany z sacrum. Stół był środkiem świata. Jadano przy nim tylko w ważnych chwilach – stypy, chrzciny, wesela, wizyta ważnych gości. Potem funkcja stołu przestała być kultowa, siadano do niego przy okazji prac domowych czy zwykłych posiłków.
A jak jest dziś? Czy w domu są stoły przy których się skupiają bliscy? Jak wyglądają posiłki dziś? Częstokroć mam wrażenie, że na kanapie, przy ławie, każdy na kolanie coś je, na szafce gra wielkie pudło. Wszyscy jedzą, niby razem a nie razem. Ktoś klika pilotem, ktoś między jednym a drugim kęsem czyta gazetę, ktoś wychodzi porozmawiać przez telefon. Nie ma klimatu posiłku, nikt nie dba o oprawę tego posiłku. Nikt nie dba o to by było ładnie, rodzinnie, miło.
Do tego nie trzeba dizajnerskiego stołu, ręcznie malowanej serwety i serwisu Biała Maria, a na stole nie musi być szczyt mistrzostwa kulinarnego o nazwie nie dającej się wymówić. Choć bym nie pogardziła. Zwłaszcza Biała Marią;]
Do celebry wystarczy kawałek czystego stołu, choćby i z ceratą. Talerze i coś na nich. Areszt dla gazet, tabletów, telefonów i telewizora. Zasada, że posiłek nie służy podziałowi obowiązków i robieniu listy zakupów, że ty kupujesz masło a ja odbieram samochód od mechanika. Posiłek to rozmowa o życiu, o codzienności, o dupie Maryni. Bo i takie pitu pitu w życiu jest potrzebne.
Wspólny posiłek nie może mieć charakteru zadaniowego i być kolejnym punktem dnia do zaliczenia.
Ja celebruję ten luksus. Zwykle trzy razy dziennie. Zwyczajnie, tak się ułożyło, że jesteśmy w stanie zasiąść do wspólnego stołu do posiłków. Ba powiem więcej, często też udaje nam się razem, we trójkę zjeść razem drugie śniadanie i podwieczorek. Wiem, umarliście z zazdrości. I zaraz będzie fala komentarzy, ze to niemożliwe, że się nawet raz nie da blablabla.
Wszystko się da. Ludzie w kosmos latają!
Ale powiem Wam, ze to największe bogactwo jakie mam i nie zamierzam się z tym kryć!
Gdy znamy się lepiej, zapewne przyjdziecie do mnie na herbatę. I to właśnie przy tym stole będziemy razem siedzieć. Bo to magiczne miejsce, gdzie ludzie rozmawiają i jest im dobrze.
Nawet przy zwykłej herbacie.


















