Osnułam. W końcu, w piątek. Ale po kolei.
Wstałam w piątek rano i miałam cały dzień głupie wrażenie ze jest sobota. Wszystko takie „sobotnie” się wydawało, choć u mnie z dniami tygodnia zwykle bywa przedziwnie, zwykle mi wtorek „ucieka” i przeważnie nie wiem jaki jest dzień.
I tak sobotnio działałam cały dzień, sobotnio uśmiechnęłam się do Karola by mi pomógł osnuć. Chociaż wcześniej zapierał się ze nie będzie jak zawsze okazało się ze to dobry mąż i bez sensu zawsze gada i się zarzeka;]
Poszło w sumie średnio bo mam wrażenie ze już przy zakładaniu na krosno zrobił się lekki bałagan ale wyjdzie w praniu. Zostało mi jeszcze jakieś 1/3 nicielnic do nawleczenia ale nie spieszyłam się bo liczyłam na to że uda mi się zdobyć inną płochę. Tak więc miałam nie snuć w piatek a osnułam zyjąc w błogim sobotnim przekonaniu….
W niedzielę uzbrojona w płochę pod pachą ruszyłam do Kiermus, wróciłam z nożycami do strzyżenia owiec, cierlicą i kołowrotkiem;] Płochy niet ale za to poznałam z 5 osób które mówią ze mają, wzięłam nawet namiary – może dziś podskoczę, ba dostałam nawet namiary na wóz drabiniasty. Wszystko rozumiem, ze mogłam wyglądać dziwacznie trugając kołowrotek i cierlicę ale czy wyglądam na taką co potrzebuje wóz drabiniasty?!!!!!
Mam nadzieję ze cierlica przyda się niebawem ale o tym kiedyś będzie też osobna opowieść.
W międzyczasie tzw. ogłoszenie parafialne, do znajomych czytających. Moze ktoś ma jakies „skarby” strychowe, ja poszukuję paru rzeczy
– czesadła do lnu
– międlicy
– narzędzi związanych z przędzeniem, tkaniem – można zapytać babci o wituszki, talkę, snowadło;]
– wanny ocynkowanej albo przedwojennej żeliwnej, szczelnej.
Ja niestety rodziny na wsi nie mam, mail w prawym górnym rogu a ja będę bardzo wdzięczna.
Sobota na siedlisku, pracowita w sumie. Kompost zroszony środkiem do przyspieszania rozkładu, w tym tygodniu muszę zamówić te dżdżownice;]Przy okazji porządkowania terenu potrzeba posiadania własnej piły spalinowej zarysowała się niestety bardzo wyraźnie bo inaczej będziemy walczyć ręcznie całe wieki a cześć drzewa zostanie niedopiłowanego bo nie ma czym.
Zaczęliśmy również demontować wał ze studni i zostały same kręgi, plan jest by studnię obłożyć kamieniami ale czy sie uda zobaczymy.
Posadziliśmy 6 sosenek tak więc roboty trwają.
Było też plenerowe gotowanie, tym razem jajecznica!
Niedziela to prócz Kiermus wizyta w Skansenie. Akcja pt. Wesele w skansenie. Pozytywnie bardzo bo można było zobaczyć m. in. jak wyglądał korowaj i jak się go przygotowywało. Plus rewelacyjne wystawy:
Dziecięce troski i beztroski. Dziecko w społeczności wiejskiej Podlasia XIX / XX w
Sochy, sierpy, stępy…, czyli o niegdysiejszym gospodarstwie
Środki transportu wiejskiego
Wnętrze chałupy ze Starej Grzybowszczyzny
Wnętrze chałupy z Tymianek Buci
A kolejna impreza tym razem Dożynki w skansenie – 30 sierpnia.





