Dzieci marzą o różnych przedmiotach, samochodach straży pożarnej, nowych klockach. Lew marzył o czymś zupełnie nietypowym. Marzył o swoim scyzoryku. Własnym. Prawdziwym. Takim, jak ma tata i mama. Czy zatem można trzylatkowi podarować scyzoryk?
W naszym domu nigdy nie było zabezpieczeń, zaślepek w kontaktach, blokad szuflad. Choć nie dokładnie tak, wsadziłam raz zaślepki do kontaktu – ale nie mogłam ich wyjąć, ukręciłam na dzień dobry kluczyk do ich wyciągania, puściłam sążnistą wiązankę na temat tego typu „udogodnień” i wszystkie zapakowałam do worka, by przekazać innym mamom.
Nie przeorganizowałam w swoim domu przestrzeni, nie zdjęłam bibelotów. Nie wyobrażałam sobie życia które się zaczyna przedmiotami powyżej 1,5 m. Noże stały na kuchennym blacie w kuchni zarówno dwa lata temu jak i teraz. Przy czym ten, kto widział moje wnętrza, wie, że bibelotów u nas cała moc.
Nie miałam problemu z paleniem w kominku czy piecu kaflowym, piekarnikiem, schodami. Pamiętam jak kiedyś wrzuciłam film jak Lew miał rok i ciut i wyładowywał zmywarkę i nakrywał do stołu. Do tej pory codziennie to robi. Ma na koncie jedną zbitą szklankę, ja mam nieco więcej.
Czemu to się udaje? Myślę, że dlatego, ze dajemy mu szansę i traktujemy bardzo poważnie.
Gdy tylko zaczął sam jeść dostał widelec, wbrew proroctwom niektórych nie wydłubał sobie oczu i nie pokaleczył. Tak samo było i z krojeniem nożem kotletów.
Tak długo jak będziemy myśleć za dziecko, wyręczać je i snuć wizje katastroficzne, tak długo będziemy wychowywać małego inwalidę.
Znam masę starszych dzieci które są karmione przez matki i mając trzy lata nie umieją trzymać łyżki. Nożyczek nigdy nie dostały do rąk bo są takie niebezpieczne. Samoobsługa czyli ubieranie się, jedzenie samodzielne i radzenie w łazience to tematy im obce. Nie miały szansy nawet spróbować, krok za nimi zawsze podąża matka kwoka, co zrobi szybciej, lepiej. Jakby mogła to by nawet za dziecko pożuła i wydaliła.
Z tych dzieci wyrastają niestety ułomne nastolatki, które nie potrafią nadziać na ognisku kiełbaski na patyk i jej upiec. Nie umieją otworzyć papierowej torby zszytej zszywką, nasypać ziemi do doniczki. I niestety moje obserwacje utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie są to pojedyncze jednostki.
Smutne to, bo moj trzylatek to umie.
Po co Wam to wszystko piszę? Po to by powiedzieć Wam, że kupiliśmy mu wymarzony scyzoryk. Dostał go dziś, po powrocie z przedszkola, w którym radzi sobie jak stary wyjadacz.
Zapytacie pewnie – po co mu scyzoryk? Według Lwa, by chodzić na grzyby. Według mnie to mało ważne, po co. Ważne jest to, że o tym marzył a bliscy są po to by urzeczywistniać marzenia.
Dostał go, bo to ważny dzień. Pierwszy tak naprawdę „rok szkolny” dla niego, taki całkiem na poważnie! A ja jestem wielkim fanem prezentów z okazji ważnych momentów w życiu.
Będzie nim się posługiwał zgodnie z przeznaczeniem i pod nadzorem. I wierzę w to, ze do tego dorósł.
Tak jak wierze, ze traktując dziecko poważnie, dając mu szanse się wykazać, dajemy mu to co mamy najlepszego a nadopiekuńczość jest protezą.