Każdy z nas ma inny próg akceptacji tego, co go wkurza i złości. W zaciszu domowego ogniska pozwalamy sobie na dużo więcej niż w przestrzeni publicznej czy też w sytuacjach formalnych. Dlaczego nie wychowuję swojego dziecka dla siebie? Dla kogo wychowujemy nasze dzieci i czy dziś w ogóle je wychowujemy? 
Wiele się zmieniło od kiedy sama byłam dzieckiem, zmieniły się poglądy rodzicielskie, metody wychowawcze i poziom akceptacji pewnych zachowań. Tak mi się wydaje. Choć zaczynam mieć wątpliwości, czy aby na pewno. Czy dziecko siedzące w autobusie kopiące współpasażera w płaszcz nie wkurza tak naprawdę tak samo, niezależnie od epoki? Zaczynam myśleć, że jest dokładnie tak samo. Choć dziś rozwydrzenie nazywa się miliardem synonimów, które de facto synonimami niewychowania nigdy nie były. Dziś to bezstresowe wychowanie, rodzicielstwo bliskości, i wszelkie inne zaburzenia, które ma co drugie dziecko.
„Dzień dobry”
Mówię, w sklepie, w przedszkolu i tysiącu sytuacji. Chcę by Lew też mówił. Czy mówi? Nie zawsze. Czy mu przypominam? Oczywiście. Bo to, że zapomniał się przywitać wchodząc do przedszkola wynika z tego, że nie pamięta, że był myślami gdzie indziej, że nie usłyszał że ja mówię. Po pierwsze dobry przykład rodzica, ale jeśli widzę, że nie mówi przypominam. Nie liczę na to, że trzylatkowi się ułoży samo, bo się nie ułoży jeśli nie będziemy o tym rozmawiać, przypominać i egzekwować.
Czasami słyszę o sytuacjach, że dziecko się buntuje, nie chce powiedzieć, płacze i wpada w histerię. Na serio? Nam się nie zdarzyło, że delikatne przypomnienie wyzwoliło taką reakcję. Jeśli wyzwala – problem jest zupełnie gdzie indziej i trzeba go szukać i rozwiązać.

Ponoszenie konsekwencji
Ucząc dziecko w domu, czym jest konsekwencja będzie mu łatwiej ją ponieść i zrozumieć, gdy trafi do przedszkola czy szkoły. Jeśli dziecko umyślnie coś komuś zniszczy – nie widzę innej opcji jak naprawienie czy odkupienie. I to nie rodzic powinien sklejać porwany rysunek kolegi a dziecko. Dziś skleimy rysunek, jutro zapłacimy za zniszczoną książkę z biblioteki, pojutrze przyjmiemy punkty karne za prędkość.
Nauka konsekwencji procentuje, bez dwóch zdań. Nie mam w domu problemu z umyślną dewastacją, pisaniem po ścianach, niszczeniem zabawek. Podstawa to tłumaczyć. Lew wie, że jeśli zepsuje np. telefon, to cała zawartość skarbonki będzie zbyt mała by go naprawić. Wie i rozumie, bo wyciągamy konsekwencje, choć nie jest to proste a rodzicowi chce się ulec, bo tak jest prościej.
Tak samo rzecz się ma z przypadkowo przyniesioną zabawka z przedszkola. Przyniosłeś – musisz odnieść, przeprosić. Nie zamiatam dziś pod dywan, nie udaję, że to nie miało miejsca. I widzę, ze to procentuje.
Empatia
Nauka dzielenia czyichś emocji zaczyna się w domu. Jeśli zdarzyła mu się przykrość – pocieszam. Potem on wie, że jeśli ja jestem smutna pocieszy mnie. A w grupie rówieśniczej będzie współczuł koleżance, bo boli ją brzuch.
Tu jednak w moim odczuciu trzeba być ostrożnym. Zwłaszcza w połączeniu z ponoszeniem konsekwencji. Przykład idealny – Lew ciągnie Bułę za obrożę, ona się delikatnie odgryza a on w bek. W takich sytuacjach trzeba zachować trzeźwy ogląd, kto kogo męczył i kto jest winien.
Dzielenie się
Dla mnie temat rzeka, czy trzeba się dzielić – według mnie nie, ale jeśli się nie dzielisz inni się z Tobą nie podzielą. Stosuje w domu, Lew doskonale stosuje w przedszkolu. I choć wie, że nie musi się dzielić, nikt nigdy go nie zmuszał do tego, wybiera mądrze.
Dzieli się i śniadaniem i zabawkami. Za to gdy prababcia zmusza go do dzielenia, nie chce się dzielić. I mnie to nie dziwi, bo przymus zwyczajnie przy dzieleniu rodzi bunt i frustrację.
Wszystkich trzeba lubić
Nie trzeba. Ja nie lubię wszystkich i nie będę wmawiać dziecku, że musi lubić wszystkich. Nie musi dać się obściskiwać wszystkim dalekim kuzynkom.
Co innego podstawowe zasady kultury jak „Dzień dobry” czy „Przepraszam”, a co innego buzi buzi. Jeśli nie ma ochoty na zabawę, przytulanie, szanuję to. Również w domu. Sama bym przytulała go zdecydowanie częściej, niż on ma chęć. To również buduje asertywność dziecka.

Radzenie sobie w sytuacjach konfliktowych
To w sumie najtrudniejszy temat, ale uważam, że dziecko powinno potrafić sobie radzić w takich sytuacjach. Doskonale pamiętam sytuację z dzieciństwa, gdy nakrzyczała na mnie i moje koleżanki babcia pewnej dziewczynki, że się z nią nie bawimy a musimy;] Po tej interwencji przestałyśmy się z nią bawić nawet sporadycznie, była niemiła i ciągle skarżyła, a interwencja babci spowodowała, że została wykluczona zupełnie.
Nie mówię o ekstremalnych sytuacjach, gdzie rodzic musi wkroczyć. Ale o codziennych banałach, że ktoś kogoś popchnął czy coś zabrał. I choć to mało popularne, a mówienie o tym publicznie już w ogóle, zdecydowanie wolę jak dziecko odda atakującemu, niż poleci na skargę do pani. Ze skarżypyt nie wyrasta nic dobrego;]
A Wy wychowujecie dziecko dla siebie czy dla innych?
