Ostatnio mam bardzo dużo kontaktu z dziećmi. Na Anatomii Farmy bywa ich całkiem sporo. Rozpoczynamy powitaniem, podaję każdemu torebkę z „pakietem startowym”. Stoi ich kilkadziesiąt, każdemu mówię „proszę”, na tych kilkadziesiąt tylko kilka odpowiada „dziękuję”. Dlaczego tak trudno dziś o dobre wychowanie, o kindersztubę?
Internety obiega historia policjanta, który odwrócił uwagę dziecka od wypadku w którym zginęła jego rodzina. Gawiedź klaszcze, podnieca się niezdrowo zwyczajną ludzką życzliwością. Wypisują komentarze, udostępniają na facebooku. Czy na co dzień sami okazują życzliwość i wdzięczność?
Na wsi życzliwość mierzy się inaczej, tu się dziękuje, również namacalnie. Ktoś przyniesie maliny, komuś narwę świeżej sałaty.
Powiedzenie „dziękuję” listonoszowi, że przyniósł paczkę, mężowi za zrobione śniadanie, dziecku za pomoc przy rozwieszaniu prania jest nadzwyczaj łatwe.
Dlaczego zatem rodzice przestali przykładać wagę do tego, by ich dzieci dziękowały? Czy sami potrafią im podziękować? Łatwo dziś oceniamy. Bardzo często spotykam się z opinią – dlaczego mam mówić „dziękuję” pani w sklepie, skoro to jej praca? Dlatego, że nam też miło, gdy nasz klient, szef czy współpracownik mówi nam „dziękuję”.
Czy można zmusić dziecko do dziękowania? Jeśli dostaje prezent powinniśmy naciskać by podziękowało? A może zamykać w komórce?
W moim mniemaniu nie. Przymus zawsze rodzi opór. A bunt nie jest dobrym nauczycielem. Za to przykład płynący od najbliższych powoduje, że dziękowanie będzie naturalne. Jeśli rodzice postępują tak na co dzień, dziecko będzie tak postępować. I mogłabym się założyć o worek młodych ziemniaków, że dzieci, które mi dziękowały po prostu w domu mają to na co dzień. Wdzięczność i życzliwość.
Czy nam ubędzie, jeśli podziękujemy w sklepie czy na poczcie? Czy nie jest przyjemniej, jeśli i my słyszymy od męża czy dziecka słowa wdzięczności?
Czy Wy dziękujecie? Czy Wam dziękują?
Do napisania tekstu zainspirował mnie tekst Mamy Trójki





