Dawno dawno temu, za górami, za lasami, gdy nasze życie toczyło się bez dziecka miałam zupełnie inną wizję życia z dzieckiem. Że z dzieckiem da się wszystko, że to, że ludziom zmienia się życie po narodzinach dziecka to ich wina, że dziecko nie jest przeszkodą. Czy aby na pewno? Gdzie między potrzebami dziecka są potrzeby rodzica i jak sobie z tym radzić?
Od zawsze nasze życie było bardzo aktywne, jeździliśmy konno – czasami nawet 6 razy w tygodniu, dużo przebywaliśmy na świeżym powietrzu, dreptaliśmy kilometry po lesie, jeździliśmy na offroadowe wycieczki.
Pojawienie się Lwa na świecie nie wydawało się przeszkoda w czymkolwiek, bo gdy się nie ma dzieci, wszystko wydaje się łatwe i proste.
Zarówno dzieci jak i rodzice mają swoje potrzeby i to, że powinny być w równowadze wydawało się oczywiste. Czy są w równowadze? Staramy się dbać o równe proporcje, ale nie zawsze się udaje.
Czy można z dzieckiem wszystko? Nie. Nie można. Czy świat z dzieckiem jest taki sam, jak ten bez niego? Nie, jest zupełnie inny i trzeba nauczyć się z tym radzić, codziennie wdrażając w życie słowo kompromis.
Gdy jestem zapraszana na godzinę 19 w gości mam dwie opcje, iść albo nie. Jeśli okazuje się, że dziadkowie nie mogą popilnować Lwa odpuszczam. Czy mogłabym z nim pójść? Mogłabym, tylko po co? Jeśli młody chodzi koło 19 spać, to zabieranie go do innych ludzi jest bardzo słabą koncepcją. Nie tylko dla niego. Ale głównie dla tych ludzi. Jeśli ktoś nas zaprasza, założenie jest takie, że ma być miło i fajnie. Marudzący trzylatek nie jest „umilaczem”, nie czarujmy się. Staram się szanować innych ludzi, wiec zwyczajnie mówię pas i rezygnuję z życia towarzyskiego przynajmniej w wymiarze nocno – wieczornym. Takie samo mam odczucie dotyczące takich dzieciaków w restauracjach, knajpkach po dobranocce.
Spektakl w teatrze. Godzina wcześniejsza, ale tylko ciut. Spektakl dla dorosłych – i wszystko jasne. Też nie pójdziemy.
Całodzienna eskapada piesza po lesie – hmm, maksymalnie zrobiliśmy z L 5 km. I to z postojami. Owszem, mamy nosidło, możemy go część drogi nieść, ale 18 kg + opakowanie, powoduje, że jest ciężko. A tam na górze po jakimś czasie zwyczajnie nudno. A z założenia ma być frajda dla każdego.

Jazda konna – gdy jedno z nas chce pojeździć, musimy liczyć na siebie nawzajem, że jedno z nas zajmie się w tym czasie dzieckiem – Lew jest ogarnięty, ale nie koniecznie, przez godzinę będzie sam siedział na ławce przy ujeżdżalni i grzecznie patrzył jak mama czy tata jeździ.
Gdy idę na próbę sygnalistów, nie mogę liczyć, że przez godzinę będzie rysował przy stoliku, ale wiem, że w takich sytuacjach zawsze mogę liczyć na Karola.
Gdy Karol na noc idzie na polowanie – ster przejmuję ja.
Gdy chcemy zrobić coś ekstra razem, we dwójkę – jak pójść na cały dzień do lasu, popracować z psami – prosimy o pomoc dziadków. Jeśli nie mogą nam pomóc, rezygnujemy.
Ostatnio zostałam zapytana, czy Lew bez problemów zostaje na noc poza domem, u dziadków. Zostaje, bo zostawał od małego. Najpierw zostawał bo kończyliśmy budowę, w nocy malowaliśmy ściany 40 km od domu, ustawialiśmy meble, by z dzieckiem wprowadzić się na gotowe. Potem zaczął zostawać, byśmy mogli nabrać oddechu.
Pójść do kina czy pojechać do lasu, pobyczyć się, poczytać, pomalować paznokcie. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez oddechu. Kochamy swojego syna bezgranicznie, ale uważamy że podstawą komfortu rodzica i szczęścia jest wygospodarowanie przestrzeni dla siebie.
Gdy Lew zostaje w domach dziadków, nie dzwonię co godzinę, nie pytam czy nie będzie tęsknił. Cieszę się, że każde z nas będzie miało odmianę. On będzie przez 3 dni rozpuszczany do granic możliwości a ja nie będę gotować obiadu i wypiję kawę w łóżku.
Przestrzeń dla siebie staramy się też stwarzać przy pomocy partnera, nikt nie ma fochów, że spada na niego opieka nad dzieckiem, bo drugie w tym czasie oddaje się pasji czy rozrywce. Nikt nikogo nie rozlicza z godzin poza domem i z tego, ze się sam zajmuje.
Czasami czytam o źle pojmowanej trosce o dziecko, znam rodziców, którzy nie umieją przeciąć pępowiny i sami sobie w zasadzie zgotowali ten los. Ja jako matka czuję się bardzo szczęśliwa, realizuję swoje pasje, choć czasami muszę odpuścić, bo na ten moment nie ma alternatywnego rozwiązania. Nie mniej jednak, gdy mam szansę, korzystam z niej nie piętrząc trudności.
Nasze dziecko jest bardzo samodzielne, pogodne, otwarte na ludzi i bardzo lubiane. I myślę że to właśnie zasługa tego, że ma rodziców, którzy szanują swoje własne potrzeby.
A Wy realizujecie się? Macie czas i przestrzeń tylko dla siebie?
