Czasami tak jest, że mamy jakieś urojone projekcje w głowie. Że sami sobie dopisujemy historię o kimś, kogo znamy wyłącznie z sieci. Budujemy wizerunek na podstawie strzępków informacji, swoich żali i zazdrości. A rzeczywistość potrafi mocno kopnąć w zad!
W nocy źle spałam, stres miałam nieziemski. Nebule, którą uwielbiam całym sercem już znałam, więc nie była przyczyną mojego nerwu. Zwłaszcza, że rozmawiamy często, o mężach, o stresach, przedszkolach i gilach. Z nią mogłabym konie kraść i mam wrażenie, że znamy się wieki.
Umyłam okna w salonie, posprzątałam chatę, choć nie tak jak bym chciała. Ciasto – upiekłam moje ulubione, ale bałam się, że może za mało „fancy” i takie tam. Że takie zwyczajne, a okazja niezwyczajna.
Ostatni rzut oka na dom, Lwa, siebie – czy nie wyglądamy jak ciecie. Trzeba było jeszcze może walnąć setkę na odwagę. Bo tak się czułam, jak przed egzaminem.
W końcu przyjedzie do mnie blogini, największa blogerka parentingowa – Makóweczki.pl. A ja, jak każdy człowiek, chcę wypaść dobrze.
Gdy samochody podjechały pod bramę, w gardle miałam wielką gulę. Że nie podołam, że będzie lipa. Wysiadły dziewczyny i okazało się, że Marlena jest po prostu fajna. Normalna. Uśmiechnięta, nie napiszę „zwyczajna”, bo ludzie z charyzma nigdy nie są zwyczajni.
Ma długie rzęsy, piękne włosy i dzieci, które słuchają.
I choć wiem, że 3/4 z Was mi nie uwierzy, to powiem Wam, że żałuję, że poznałam ją dopiero teraz. Nie po to by pogrzać się w blasku sławy i splendoru, ale po to by ponarzekać na dzieci, męża, pośmiać się z diet i wypić kawę. Albo i wino.
Tak, lepiej wino;]
Jaki jest bonus tej wizyty? Taki pozatowarzyski? Że mam o dwa okna mniej do mycia, choć spokojnie mogły zaczekać;]
Zdjęcia we wpisie są autorstwa Nebule!

















