12-2-2015 31 3

Niemiecki supermarket na językach ludzi z całego świata, reklama ze staruszkiem, który sfingował własną śmierć, by dzieci go odwiedziły na święta porusza całe rzesze ludzi. Reklama okrzyknięta bardzo wzruszającą i emocjonalną. Słupki oglądalności rosną a za nimi rośnie grosz. Ale dziś nie będzie o pieniądzu. Będzie o świątecznej manipulacji i grze na emocjach. Tymczasem, jeśli nie widzieliście – obejrzyjcie klip!

Jakie macie po nim emocje? Jakie wrażenia? Wzruszyliście się? Jestem ciekawa!
Ja zupełnie nie. Jedyne pytanie jakie mi się nasunęło, dlaczego nikt go nie zaprosił do siebie? I, że za taki żart udusiłabym gołymi rękoma. Zupełnie nie poczułam intencji tej reklamy, która ma na celu wyzwolić we mnie emocje w których chwycę za słuchawkę i zadzwonię do nigdy nie widzianej stryjenki.

Ostatnio w zupełnie obcym środowisku usłyszałam z ust obcej mi totalnie osoby, że chciałaby choć raz mieć fajne święta. Bo co roku ma niefajne. Bo spędza je ze swoją własną rodziną.
I daleka byłam od tego, by współczuć. Zastanowiło mnie tylko, ile osób ulega manipulacji emocjami, manipulacji niczym z owej reklamy i robi pewne rzeczy dla świętego spokoju.
Tak tak, możecie rzec, że dwa razy w roku można się zmusić  i wymienić uprzejmości z kimś kogo nie lubimy, poklepać się po plecach i sztucznie się zaśmiać z uwłaczającego nam żartu. Pytanie tylko czy warto i po co to robimy?

Dla swojego komfortu? Dla komfortu innych? Dla dobra dzieci?
Tkwiąc w niewygodnych mechanizmach tak naprawdę godzimy się na to, dzieląc się opłatkiem z kimś kto nam wcale dobrze nie życzy mamy wrażenie fasadowości świąt i całej ich otoczki.
A przecież zupełnie nie o to tu chodzi.

Czy warto użyć wszelkich środków by zgromadzić rodzinę przy stole? Czy warto szantażem emocjonalnym wymuszać na kimś by zjadł znienawidzonego przez niego karpia czy śledzia? Cóż warte są święta w których każdy czuje brak komfortu?
Cóż warte są prezenty robione „na odwal”, bo trzeba, bo wypada. A przecież ani nie znamy tej osoby, ani nie wiemy co lubi i w zasadzie zwisa nam, czy będzie zadowolona.

Po co Wam to piszę? Po to by odbywając korowody po sklepach w celu znalezienia prezentów, zapraszając na święta i przyjmując takie zaproszenia odpowiedzieć sobie czy chodzi o fasadę czy o ducha świąt.
Czy zależy nam na miłej atmosferze, czy na grze pozorów. Na kolorowej otoczce, lakierowanej i błyszczącej niczym włos anielski czy na tym przaśnym chlebie, którym będziemy się dzielić?
Ja nigdy nie chciałabym być owym dziadkiem z reklamy, który musi użyć fortelu, by poczuć rodzinne ciepło.
I mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała uciekać się do kiepskich sztuczek, by poczuć znaczenie słowa rodzina.

podobne wpisy