Sześciolatek w szkole? Pięciolatek w zerówce? Edukacja domowa? Montessori? Szkoła Waldorfska? Początek edukacji dziecka i to, jakich wyborów dokonujemy dalej powoduje, że ewoluują nasze poglądy, zapatrywania i podejmujemy decyzje, o które byśmy się sami kilka lat wstecz nie podejrzewali.
Nawet nie spodziewałam się, że takie zdziwienie wywoła fakt, że Lew poszedł do zerówki jako pięciolatek. Dostałam sporo zapytań, dlaczego odbieram mu dzieciństwo i chcę go wysłać wcześniej do szkoły. W zasadzie z marszu odpowiedziałabym, że nie odbieram i nie chcę, ale po kolei.
Edukację przedszkolną Dziedzic zaczął wcześnie, bo miał 2,7 jak przekroczył próg przedszkola. Gdy był małym naleśnikiem, zapierałam się, że będzie w domu długo, że nie będę się spieszyć. Jak się później okazało on potrzebował towarzystwa dzieciaków, którego nie mogłam mu zapewnić, a ja potrzebowałam możliwości wypicia gorącej kawy, by utrzymać higienę psychiczną. Adaptacja przedszkolna poszła nam idealnie, przez całą karierę przedszkolaka nie spotkałam się z sytuacją, by Lew nie chciał iść do przedszkola czy płakał, ze idzie. Zdarzyło się za to, że ronił łzy bo nie mógł iść. 
W przedszkolu było fajnie, ale. No właśnie ale. Lew trzymał sztamę z dzieciakami starszymi, aspirował do pracy i nauki razem z nimi, tymczasem dzieliły go rok lub dwa z nimi, gdy one się uczyły, maluchy się bawiły. Lew w ostatnim roku coraz trudniej godził się z rolą malucha, chciał dostawać do domu zadania, uczyć się z ulubionym kumplem Szymonem o kosmosie. Niestety nie było to do pogodzenia w grupie mieszanej wiekowo.
Grupa mieszana wiekowo ma wiele zalet, rzekłabym, że dla najmłodszego dziecka ma same zalety. Zwykle jednak dzieci ze „środka” są stratne na takiej strukturze, młodszymi trzeba się opiekować, starsze przygotować do szkoły a środek, jak to środek.
Pomysł na zerówkę w szkole
Stąd też wynikała decyzja, żeby mając na uwadze dobro dziecka, jego rozwój adekwatnie do predyspozycji, umiejętności społeczne zabrać go z przedszkola i postawić przed nie lada wyzwaniem. Decyzja o tyle dobrze przemyślana i ugruntowana, że moja mama, pedagog i nauczyciel wychowania przedszkolnego od 30 lat pomogła mi przed podjęciem radykalnej decyzji sprawdzić stan wiedzy Lwa i zrobić mu diagnozę, taką jak się robi dzieciakom na koniec roku. Rok starszym dzieciakom. Wynik utwierdził nas w przekonaniu, że czas na zmianę.
Lew ma bardzo duże zdolności adaptacyjne, jest otwarty, kontaktowy i pogodny. No i odważny.
Niecierpliwie czekał na koniec wakacji, i pójście do zerówki, zlokalizowanej w szkole. Synonimem zmiany i dorosłości był dla niego mityczny tornister, w którym nosi picie i powietrze. Taki jest poważny i duży, jak go niesie i nie bardzo daje się namówić na mniejszy plecak. Z racji gabarytów wymarzonego tornistra, zdecydowałam się na zamówienie mniejszego. Ale tornistra, nie plecaka. Bo musi być „tornist” mamo!
Zerówka to oddział, w którym są 5 i 6 latki. Mamy do niej 8 km, dzieciaki maja rytm bardziej szkolny, z obiadami na stołówce, i szkolnym autobusem.
W sumie po komentarzach i pytaniach mam wrażenie, że ten autobus wzbudza dużo emocji i pytań. Wygląda to tak, że każda wieś ma miejsce odbioru dzieci, godzinę wyjazdu i powrotu. Odprowadza się dziecko do autobusu w którym jest pani, mająca baczenie na dzieci. Godziny są różne, niektóre wsie wyjeżdżają o 6;40, inne godzinę później. Z autobusu dzieci są zaprowadzane do szatni, a stamtąd idą do klasy. Powrót podobnie, pani zaprowadza dzieci „autobusowe” do szatni, wsiadają do autobusu i docierają do domu, a raczej na przystanek. Dziecko wysiada wyłącznie, gdy ktoś na nie czeka, gdy nikt nie czeka, dziecko wraca do szkoły.
Czy się bałam wysłać go samego? W pierwszy dzień Karol śmignął z nim w dwie strony, na drugi dzień chciałam z nim przejechać się ja, ale zapytany o to stwierdził, że nie chce, że chce jechać sam.
Gdy we środę zamiast do szkoły rano musieliśmy pojechać na badania krwi, Lew ze łzami w oczach pytał „Mamo, a szkoła zaczeka na mnie”? Na szczęście na drugie śniadanie zdążył;]
Kto nas zna, wie, że należymy do rodziców którzy wierzą, w sukces dziecka, w to, że mu się uda. Gdy my wierzymy mam wrażenie, że to taką niewidzialną mgiełką osiada na naszym dziecku i on nie wierzy, on jest pewien, że sobie poradzi. W nowym środowisko, nowej placówce, autobusie, życiu.
Czy dobrze zdecydowaliśmy? Czas pokaże.
Czy Lew pójdzie do pierwszej klasy wcześniej? Zobaczymy, gdy przyjdzie czas analizowania i podejmowania decyzji.
Nie mniej jednak myślę, że za lęki dziecka, niechęć do szkoły czy przedszkola bardzo często odpowiedzialni jesteśmy my, rodzice. Że my dajemy im przekaz, że się boimy, że sobie nie poradzi i czasami zupełnie nieświadomie przekazujemy te lęki i niechęć dzieciom. Że przenosimy na dzieci swoje traumy szkolne, przedszkolne, bo sami nie poradziliśmy sobie jako dzieci przy pomocy naszych rodziców.
Ja wierze w moc pozytywnego nastawienia i nie projektuję problemów, które jeszcze się nie zdarzyły. I na każdym etapie rodzicielstwa i Wam tego życzę!




