Lew ma dużo zabawek, część kupiliśmy , część dostał, część tak zwanych spadkowych. Dzielą się na różne grupy – te które podobają się głównie rodzicom, te które podobają się dziecku, i najmniejsza grupa tych które podobają się obu stronom – w tej grupie są zabawki wszechczasów.
Grupa nr 1 – zabawki podobające się rodzicom W tej grupie był tekturowy autobus, od dziadków. Fajny, dizajnerski, ekologiczny. Najpierw się dziadkowie napracowali zanim go poskładali do kupy, potem wraz z dziadkami zachwycaliśmy się jakie to fajne. Niby banalne a tekturowe, estetyczne. Dziś autobus poniewiera się z kąta w kąt, bez kół – tekturowe kółka zostały zdjęte i pogięte w pierwszy dzień. Zostały same ośki. Przeznaczony mu na razie los ponurej zajezdni, później chyba rozpałka do pieca. Dobrze że tektura dobrze się pali. Plus dla zabawki za możliwość utylizacji.
Grupa nr 2 – zabawki podobające się dzieciom W tej materii przodują głównie prezenty. Sama takie kupowałam, jak nie miałam dziecka;]
Ma grać! Dużo, głośno. Gadać, świecić. Ma mieć pierdyliard opcji różnych dźwięków. Dzieci niestety kochają takie zabawki. I nie wierzę, że nie. Nie znam dziecka które nie lubi. Ja za to dostawałam szewskiej pasji. I miałam mega dysonans – nie wyrzucę, bo dziecko uwielbia. Stopery do uszu nie wchodzą w grę. Trzeba przeczekać, do osiemnastki nie będzie się tym bawił. Tu chyba królowały takie żabki świecące , na stoliczku pchaczu ze Smiki…
Unikam kupowania takich zabawek, bo są koszmarkami. A wydajac pieniądze chcę też budować poczucie estetyki dziecka, jego gust i smak. Bo być może naiwnie wierzę, ze wyrastając w ładnym otoczeniu, mając lat 17 nie będzie marzył o Audicy, na szerokich gumach po wiejskim tuningu którą słychać z kilku kilometrów po umpa umpa z wielkiego głośnika.
Grupa nr 3 – zabawki podobające się obu stronom O takie najtrudniej. Lubię rzeczy ładne, unikam zabawek z grupy 2, bo co z tego że dziecku się podobają jak rodzic cały dzień jak chmura gradowa? Zabawki z grupy 1 też są do kitu, zwykle kosztują krocie a frajdę mają dorośli.
Czy Lew ma zabawkę wszechczasów? Taką którą ma długo i nadal jest numer 1?
Ma! Jeździk Vilac!
Dostał go jak był małym naleśnikiem. Ojcu podczas skręcania świeciły się oczy, zrobił nawet ku mojemu przerażeniu pierwszego śmiga! Wszyscy pytali dlaczego tak wcześnie takie zabawki a ja odpowiadałam, że to zabawka wielofunkcyjna. Póki Lew był mały stanowiła dekorację. gdy był trochę większy zaczął przy nim stawać, chciał siadać a nie dosięgał nogami do ziemi;]
Na nim zaliczył pierwsze kaskaderskie triki i pierwsze upadki. Dziś nie było dnia, by na nim je jeździł. Często bawi się, że go naprawia, tankuje. Przez 1,5 roku intensywnego korzystania jeździk dalej wygląda jak nowy, nic się w nim nie zepsuło, nie połamało. Rzec by można, że jest wręcz pancerny – zresztą, jest metalowy więc to połowa sukcesu. Druga połowa to to, że mimo czarnej gumy na kołach nie zostawia śladów na olejowanej na biało podłodze;]
Zaraz mi powiecie, że drogo, że można kupić jakiś plastik fantastik. Można, patrz grupa zabawek nr 2. Świecąco – grający szajs, który przy dobrych wiatrach posłuzy kilka miesięcy i wyrzucisz go na śmietnik albo będziesz marzyć, by komuś oddać. Czasami warto kupić od całej rodziny jeden duży prezent, niż wór tandety. Na gwiazdkę, na urodziny, odwiedki czy chrzciny.
Sądząc po popularności jaką się cieszy wśród odwiedzających Lwa dzieci to jeszcze długo nam posłuży. I wiem, że to zabawka której nie oddam nikomu gdy już wyrośnie. W momencie, gdy młody człowiek postanowi, ze jest zbyt poważny na takie gadżety przyniosę karton, owinę papierem i zaniosę na strych. Po to by kiedyś mój syn mógł podarować jeździk swoim dzieciom. Jako ponadczasową, stylową i niezniszczalną zabawkę.
Gdzie można kupić taki jeździk? W Fabryce Wafelków! Są również takie cudeńka w innych kolorach!
Z okazji zbilżających się świąt Fabryka Wafelków przygotowała nie lada gratkę!
Na jeździki Vilac dla czytelników bloga do 24 grudnia jest 10% rabatu!
Wystarczy po złożeniu zamówienia wpisać kod rabatowy KwK2014

























