Wakacje, lada dzień, lada chwila.
Wokół trąbią, jak ludzie wyrzucają swoje psiaki, podrzucają pod schroniska – to wersja lajtowa. Drastolskich nie będę przytaczać, bo od czasu do czasu, ktoś z naszych znajomych, wrzuca taką na fejsa. A my chcąc nie chcąc zerkamy na kolejny upiorny nagłówek.
Jeśli macie problemy z psem, nie wiecie jak sobie radzić z jego niesfornością, niszczeniem ja proponuję psa zająć.
Zwyczajnie.
Odpowiednio dla rasy.

O beaglach krążą w sieci opowieści dziwnej treści. Że demolują domy, że głupie, że nie wracają całe tygodnie z eskapad, że roznosi je od środka diabeł.
Ja nie wiem zupełnie o czym mowa. Nie mam żadnych problemów tego typu z psem. Ale kluczem do sukcesu jest odpowiednie otoczenie i aktywność psa.
Buła ma na co dzień dużo ruchu, nawet bardzo dużo. Sporo biegania po ogrodzonym terenie, spacery z nami, zabawy z resztą naszych psów.
Od czasu do czasu zajęcia w grupie psów myśliwskich, gdzie okazało się, że jest całkiem niezłym aporterem i tropowcem.
Dzięki temu w domu zwyczajnie jest święty spokój, żadnych strat materialnych i zniszczeń.
A jak wiadomo święty spokój przy psie i prawie dwulatku jest w cenie.

Wszystkie zdjęcia w tej notce pochodzą z treningu grupy PSYjaciele i są autorstwa Anny Andraki i serdecznie za nie dziękuję.











