4-8-2010 31 3

Ależ jestem dziś na nie! Czuję się jak mały leśny wredny trol. Są takie dni kiedy człowiek budzi się rano i ma po prostu focha. Życiowego, nieuzasadnionego, totalnie bez przyczyny.
Za oknem świeci słońce, w domu porządek więc częściowo o zły humor obwiniam te czynniki bo po prostu nuda zagląda mi w oczy. Święta mnie totalnie wytrąciły z jakiejś takiej machiny życia. Pewnie tak samo czuli się ci, którzy we wtorek usiedli za biurkami w pracy. Widzicie, będąc housewife też można czuć ten stan.

Poza tym sprzedałam rower. Z tym rowerem to dość zawiła historia.
Jak każdy dzieciak miałam kiedyś Pelikana, błękitny był, oklejony naklejkami w smerfy;] Potem każdy marzył o góralu a potem wpadłam rowerem pod samochód. Całkiem poważnie, przeleciałam przez malucha a rower nie nadawał się już do niczego. Więcej miałam w tym szczęścia niż rozumu. Pamiętam dobrze ten lot i jak padał na mnie w środku czerwca śnieg. Pamiętam też ze miałam plecy jak jeż i kolce ze szkła. Potem nie pamiętam już nic z kolejnych dwóch tygodni. Jadłam, spałam a potem już nie jeździłam na rowerze. Ze 3 lata.
Zwyczajnie miałam uraz, bałam się nawet na chwilę wsiąść.

I nie wiadomo skąd pojawił się pomysł roweru. Znalazłam w komisie, czerwoną Gazelę. Pojechałam z mamą, kupiłam i nagle się obejrzałam że muszę nią wrócić do domu! Głupie co? Nie było to łatwe ale tak się przełamałam i zaczęłam znów jeździć.
Na studiach jeździłam na zajęcia, z torebką w koszyku, w spódnicy i japonkach. Teraz takie coś nie dziwi nawet ale prawie 10 lat temu to było dość mało zrozumiałe dla innych. A ja uwielbiałam swoją Gazellę!

Teraz przyszło mi się z nią rozstać z banalnej przyczyny, szosowy rower na wiejskich drogach po prostu nie daje rady. No i sprzedałam, może zmieni losy innej osoby?
A ja szukam „swojego” nowego roweru. Znalazłam pasujący mi wizualnie ale niestety brak przerzutek i wąskie gumki mówią mi że to bez sensu.
Chociaż kupując Gazellę też działałam pod wpływem impulsu, więc może trzeba iść za ciosem i nie myśleć za dużo?