12-26-2011 31 3

Jeszcze przed świętami zaplanowaliśmy wyprawę fotograficzna „na żubry”. Główną przyczyną był fakt, ze w końcu i ja mam własny aparat, a więc zyskałam niezależność fotograficzną a co za tym idzie będę mogła teraz zasypywać was zdjęciami swojego autorstwa.
Trasa wstępnie zaplanowana, realizacja drugi dzień świąt.
Pobudka o 5, za oknem 4 stopnie na plusie, leje deszcz, wiatr urywa głowy. Ale wychodzimy z założenia, że jedziemy. Bo jeżdżąc w domu palcem po mapie nigdy nie poczuje się smaku wycieczki, zawsze będzie jakieś „ale”, pogoda, nastrój, inne plany.
Blisko zaplanowanej lokalizacji zaczepiamy mieszkańców, kierują nas w żubrowe rejony. Kluczymy przez godzinę, bezowocnie. Spotykamy jedynie łanie.
Ale szkoda wracać do domu, trasy alternatywne jakieś są w głowie. Zahaczamy o kolejne wsie, gdy w końcu naszym oczom na mapie ukazuje się Grzybowszczyzna. W zasadzie nie było jej w planie, nie zauważyliśmy jej na mapie wcześniej.
Ale jak być tak blisko i nie pojechać do miejsca gdzie prorok Ilja zstąpił z nieba? Ta historia powraca do mnie już któryś raz, w coraz to innym wydaniu, za każdym razem fascynuje mnie coraz bardziej.
Przejeżdżamy przez Grzybowszczyznę trzykrotnie, przeklinając nie pierwszy raz naszą mapę. Wieś kompletnie bez żywego ducha, nie widać ludzi, kur, nie ma w obejściach psów. W końcu naszym oczom ukazuje się cerkiew. Dziwne miejsce. Wymarła cerkiew w środku lasu, z bramą zamkniętą na kłódkę.

Płot obrośnięty młodniakiem tak szczelnie że prawie nie sposób przejść by dostać się do otwartej bramki od strony doliny.




Wiatr gwiżdże, drzewa trzeszczą a w powietrzu czuć dziwny klimat tej historii.












Historia proroka zaczyna się w latach przed I wojną św. W owym czasie grasował po okolicznych wsiach zbir Półtorak, którego nikt nie mógł pokonać. Wówczas Eliasz Klimowicz, niepiśmienny chłop z kolonii koło Grzybowszczyzny, udał się do Kronsztadu, gdzie mieszkał pewien pop-cudotwórca, aby prosić go o pomoc przeciwko bandziorowi. Okazało sie, że w tym czasie któryś z napadanych gospodarzy odważył się bronić i zbira zabił. Zamiast dziękować bohaterowi, miejscowa społeczność uznała to wydarzenie za dzieło Eliasza.

Jego sława wzrosła, gdy zaczął we wsi budować cerkiew za pieniądze z kwest oraz z innych, jemu znanych źródeł. Ludzie wysyłani przez Eliasza na kwesty do coraz dalszych zakątków Podlasia opowiadali niesamowite rzeczy o proroku Ilji z Grzybowszczyzny, który zszedł z nieba, o cerkwi, która jakoby sama wyrosła z ziemi i inne historie. Padały one na podatny grunt i przysparzały prorokowi wyznawców, schodzących się tłumnie na błogosławieństwa i rozgrzeszenia, między innymi do doliny za cerkwią, dziś porośniętej młodym lasem, nazwanej Doliną Jozafata, gdzie w tysiącach oczekiwali na zapowiadany przez proroka koniec świata.”

Nieopodal cmentarz, dziwny taki, niby odwiedzany a jakby opuszczony, otoczony murkiem. Prowadzi do niego solidna brama. Otwieram, chłonę dziwny klimat tego miejsca. Groby stoją tylko na środku cmentarza, z tyłu pozostałości po starych nagrobkach, i bramka, prowadząca do lasu. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to że ścieżka do niej, pomimo gąszczu krzaków wyglądała na tłumnie uczęszczaną….


podobne wpisy