8-5-2010 31 3

Wczoraj sprawdziłam w internecie czy już jest moje prawo jazdy i niespodzianka jest! Dzwonię wiec do urzędu a oni mi mówią, że można odbierać je tylko do 14:(
Niepocieszona byłam okrutnie bo już mi się bardzo chciało zakosztować tego miodu;]Mąż elegancko mi wyszykował auto a ja ułożyłam misterny plan na dziś.
Plan brzmiał tak – pobudka o 6 rano, szybko uwijamy się w stajni i jedziemy po dokument. No a dalej dwie opcje:
A jak się będzie wydawało „straszno” jadę tylko do domu, jakieś 7 km
B jak poczuję wiatr we włosach, jadę bez celu eksplorować miasto;]Bohaterka wydarzeń – moja Frotka, zwana też „złomkiem”, w wersji „dziewczyńskiej”, czekam jeszcze na tablicę „rejestracyjną” różową z napisem Princess;] Wszak nie był by to inaczej „księżniczkowóz”!

Jak dotarłam na parking z „uprawnieniami” bardziej zestresowany był chłop, jakiś taki blady się wydawał gdy zapinał pas na siedzeniu pasażera.
Jak wrażenia? Jazda dużą terenówka to nie jest jazda Micrą. Nie ten gabaryt, no i moje auto też nie takie jezdne, w końcu sporo ponad dychę ma;]A na drodze? Jazda Lką to trochę jak poruszanie się w świecie równoległym. Ludzie maja dystans do kursantów i obawy co im wykręcą więc jest lżej. No i jedzie się w „dwa mózgi”, czując ten komfort że w razie czego instruktor za nas pomyśli, da po hamach.
Jazda samodzielna to jednak jazda w „realu”. Nawet dwa razy na mnie zatrąbiono. Ale też był i miły akcent – pan w terenówce uprzejmie mnie wpuścił gdy na trzypasmówce w godzinach szczytu bezskutecznie chciałam zmienić pas. Może bezradna baba w dużym aucie go rozbroiła hihi;]

Generalnie bilans na dziś to 60 km zrobionych w dwóch turach godzin szczytu. Objechane wszystkie „trudne” miejsca w mieście, kilka parkowań, jedno wymuszenie – aż mnie łeb rozbolał.
Ale i tak jestem z siebie dumna, że nie do najbliższego sklepu i tylko w prawo;]

P.S. Przypominam o Candy!

podobne wpisy