Lubię kuriozalne święta. Dzień spódnicy jest takim fajnym świętem. Kiedyś znalazłam bardzo interesującego amerykańskiego bloga, dość mocno religijnego, gdzie blogerka pisała że chodzi w spódnicy ku chwale boga.
Blog ów był na tyle intrygujący, że mimo, jej radykalizmu, ośmiorga dzieci wydał się ciekawy i mocno intrygujący.
Pomijam aspekty, religijno – kulturowe i miejsca na świecie, gdzie kobieta nie ma wyboru i musi nosić kieckę cały rok. Owa blogerka pisała, że nosi spódnicę niezależnie od pogody, od tego co robi i w jakich okolicznościach. Pracuje w niej w ogrodzie, przy zwierzętach, w ciepłe i zimne dni. Wiem, że się da, bo tyle wieków kobiety tak się nosiły a dopiero wraz z emancypacja przyszły spodnie.

Czy lubię chodzić w spódnicach? No jasne że lubię. A czy często chodzę? Ano nie bardzo. Mimo, że dobrze się w nich czuję zwykle jednak celuję w wygodę i wciskam się w spodnie.
Na fali różnych dziwnych książek i eksperymentów jakie robią blogerzy – przez rok nie kupuję jedzenia, przez rok nie kupuję nic i takie tam, nawet zakiełkowała mi myśl by przez rok chodzić tylko w spódnicach i sukienkach. Myślicie, że by się udało? I jak gruba musiałaby być spódnica w podlaskie -30? albo na sanki?

Wyjątkiem musiałaby być konna jazda – do jazdy w sukience potrzebne jest damskie siodło, w którym trzeba umieć jeździć – inaczej eksperyment mógłby zakończyć się po pierwszej jeździe;]
A wy kochane nosicie sukienki i spódnice? Lubicie?
I czy dziś w światowy dzień spódnicy jesteście w spodniach jak zawsze?

Sukienka zwana Piegowatą pochodzi od SzeptM i mogłabym w niej chodzić codziennie!












