3-6-2010 31 3


Paradoksalnie nie pracując od 8-16 można być totalnie zabieganym. Ostatnio właśnie tak „prędko” jest.
Najpierw szkolenie lniano – konopne, takie bardziej uczelnianie niż poprzednie. Wolę zdecydowanie jak jest interaktywnie, jak następuje wymiana wrażeń, informacji na łączach. Klimat tego szkolenia bardzo mi przypominał wykłady z socjologii wsi i miasta, niby ciekawy temat ale człowiek musiał się pilnować by nie zasnąć;] Tak więc po trzech dniach wzmożonej aktywności a raczej wzmożonego wytężania uwagi w piątek byłam okrutnie zmęczona. Dziś w planach sprzątanie było ale dalej ładuję baterie, gotuję rosoły i kompoty, robię sezamki które się zjada łyżką z papieru, wszystko oczywiscie w bałaganie. Bo żeby sprzątać ja muszę mieć wenę, dobry bodziec – tu dobrze się wpisują nabyte w ostatniej chwili meble albo elementy ozdobne a że żaden z czynników nie został spełniony to i nie ma sprzątania. Trudno, nikt jeszcze od brudu i bałaganu nie umarł!

Już tydzień nie byłam na jodze, w przyszłym tygodniu też kilka dni odpada:( Szkoda, bo to jeden z lepszych ruchów w tym roku. Relaks, odprężenie i uporządkowanie myśli w pakiecie. Bezcenne wprost.

Ostatnio udało nam się w ramach załatwiania innych spraw urządzić wycieczkę. Na Grabarkę. Fajnie tak pojechać jak nie ma zwiedzających. Inna jakość, inne wrażenia.

Pod koniec wycieczki podczas kolejnego „polowania” z aparatem na myszołowa spotkał nas niesamowity widok. Zdjęcia jak zdjęcia ale wrażenia niezapomniane.