Dosłownie. Wczoraj odebrałam Pixie z naprawy. A wieczorem teść naprawił mi „dostaną” od nich Singerkę. Okazało się że trzeba było ją wyszczyścić, naoliwić, i na transformatorze który jest w domu działa. Fajna jest, bo solidna i w sumie sporo opcji ma.



I w ten oto sposób zostałam posiadaczką dwóch maszyn.
Niby od przybytku głowa nie boli ale;] Jeśli ktoś ma chęć na Pixie – okazyjnie sprzedam, z paragonem, papierkami i dwuletnią gwarancją.
Tak więc jestem wielce ukontentowana bo zdążę poszyć dekoracje świąteczne! A może i mama da się namówić na repetę warsztatów?
Poza tym za mną warsztaty koralikowe, fajnie twórczo i kreatywnie ale straszna dłubanina. Koraliki małe, efekt wyłania się bardzo powoli.
Zmajstrowałam broszkę, i bardzo mi się podoba!
Karol w międzyczasie był na wernisażu wystawy „Bojary”, przyniósł piękny album a ja zawołałam że nie da się rozdwoić!
Na ogniu robi pyl pyl krem z porów, chleb zagnieciony rośnie aż miło, Nono odkurza a ja planuję rękodzielnicze aktywności na popołudnie.
P.S. Mówię stanowcze nie pokazaniu się w szlafroku;]
P.S. 2. dla tych co nie doczytali – domek jest z Home&You]
P.S. 3. Choinki nadal nie mam to granda, bo w centrum ogrodniczym są, ale nie wycenione. Pan popatrzył jak na kosmitkę gdy pytałam o choinkę 3 grudnia;]
Ściskam zimowo wszystkie zmarznięte łapki i życzę miłego weekendu!





